- Mood:
Sunny Mood - Listening to: AC/DC For Those About to Rock (We Salute You)
- Reading: "Hotel Transylvania"
- Playing: Final Fantasy VII
- Drinking: Water
Taaak, byłam wczoraj... chociaż właściwie dzisiaj, na szóstej części Harry'ego Pottera w kinie i muszę przyznać, że się nawet trochę pozytywnie rozczarowałam, ale od początku...
Wybrałam się na seans z nocy 23 na 24 rozpoczynający się minutę po północy. Jednak, kiedy 20 min przed czasem trafiłam do kina zastałam kompletny... chaos. Od miejsca gdzie sprawdzali bilety ciągnęła się kilkudziesięciu metrowa kolejka, a i tak miałam dobrze, że przyszłam wcześniej... bo w ciągu kolejnych pięciu minut, jej długość zwiększyła się podwójnie.
A czemu takie zamierzanie? Cholera wie. Wiem tylko tyle, że przy wejściu zostaliśmy oddelegowani do pani przy stoliku, która... wymieniała bilety. Połowa ludzi wchodziła normalnie, drugą połowę spotykało to, co mnie. I tak trafiłam do innej sali i na inne miejsce, ciekawiłam się czy chociaż na ten sam film
Plus dla kina za to, że z mojego miejsca na tylnych rzędach, nie znalazłam się nagle pod ekranem, ale siedziałam mniej-więcej tam gdzie powinnam. Oczywiście film nie zaczął się o 00: 01, bo o tej porze połowa miejsc na sali nie była jeszcze zajęta x] Reklamy zaczęły się dwadzieścia minut później, sam film ok. 0: 35. W tym miejscu tradycyjnie powinnam psioczyć na ludzi, na brak kultury, na przyprowadzanie mały (za małych!) dzieci etc. Ale tego nie zrobię, bo naprawdę seans się udał. Co prawda widziałam parę dzieci, które jeszcze nie wyrosły z wieku przedszkolnego, ale te wyjątkowo grzecznie posnęły po godzinie :] Moją uwagę zwrócił tylko gość, który bawił się telefonem na początku filmu, potem jeszcze jeden mały wybryk pani siedzącej centralnie przede mną (bo oczywiście trzeba poprawić fryzurę!), a tak to spokój.
Jeśli chodzi o sam film uważam, że był... udany. W stosunku do Zakonu Feniksa, na którym nieźle się wynudziłam, był nawet bardzo udany. Ogólnie nie mogę się za dużo doczepić, bo nie jestem jakimś super wymagającym fanem Harry'ego Pottera, ale wydaje mi się, że całkiem 'zgrabnie' przenieśli książkę na ekran. Co prawda parę wątków było kiepsko wyjaśnionych. Ja wszystko zrozumiałam, ojciec który chodzi na takie seanse ze mną już od trzeciej części, miał problemy z ogarnięciem fabuły. Podobało mi się jak rozwiązali/przedstawili "sprawę Malfoy'a". Trzeba niestety jednak przyznać, że troszkę za mało było niektórych postaci. Niemniej jednak film w przeciwieństwie do "Zakonu..." zleciał mi szybko, łatwo i przyjemnie, a w paru momentach był naprawdę zabawny. Lekki niedosyt pozostawiają ostatnie, finałowe sceny, ale łezka w oku (naprawdę!) mi się na nich zakręciła. Chyba wybiorę się jeszcze ze znajomymi na wersje z napisami...