Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 

HP_Moonchild_cz2 by ~princess-f:iconprincess-f:



Część II
Sala Wejściowa była tego wieczoru wyjątkowo mocno oświetlona. Kiedy trójka przyjaciół i ich towarzyszka przestąpili próg szkoły, musieli zmrużyć oczy. Przez chwilę światło zbyt mocno raziło, by byli w stanie cokolwiek zobaczyć. Kiedy już odzyskali ostrość widzenia, Albus jęknął głośno.
- Co to jest? – spytał.
- Bardzo dzietny rocznik – stwierdził Scorpius.
Przed nimi, koło wejścia do Wielkiej Sali tłoczyli się pierwszoroczni. Rozhisteryzowane, podekscytowane i trochę przerażone dzieci, które przez głośne krzyki i piskliwe śmiechy usiłowały zatuszować swoje zdenerwowanie. Co jakiś czas pojawiały się grupki odważnych, które przechodziły przez ten tłum jedenastolatków, niestety z różnorakim skutkiem. Przy wejściu do Sali stała z kamiennym wyrazem twarzy profesor McGonagall oraz uśmiechająca się przyjacielsko profesor eliksirów – Rita Powell. Większość uczniów, a szczególnie płci męskiej, odwzajemniała ten uśmiech ochoczo. Cała czwórka spojrzała po sobie niepewnie i ruszyła w tamtą stronę.
- Z roku na rok te dzieci robią się też coraz niższe – mruknął Albus, przechodząc obok dwóch zaczerwienionych z podekscytowania dziewczynek. – Dobrze, że po tym roku kończymy szkołę, bo bałbym się, że w przyszłości któreś zadepczę.
- A wtedy szlaban murowany – dodał cynicznie Malfoy.
Albus zgodził się z kolegą skinieniem głowy. Nie zdążyli jednak dojść do Wielkiej Sali, ponieważ zauważyła ich profesor McGonagall. Zmierzyła całą czwórkę chłodnym i dystyngowanym spojrzeniem. Scorpius i Albus spojrzeli po sobie z niepokojem.
- Zrobiliśmy coś? – spytał Potter.
- Chyba nie…
W zeszłym roku jadąc razem z Jamesem w przedziale, niechcący, omal co nie wysadzili w powietrze połowy wagonu. No dobrze, może trochę chcący. Ale to był przypadek, naprawdę. Mieli w zamiarze wypróbować parę nowych zaklęć, a że z jednym coś poszło nie tak… Oczywiście na miejscu, w szkole, nikt nie docenił ich zapału do nauki – dostali prawie półtoramiesięczny szlaban. Scorpius był pewny, że gdyby wywinęli taki numer w drodze powrotnej do Londynu, to byliby jedynymi uczniami, którzy spędziliby wakacje w szkole – ze szlabanem, oczywiście.
- Panna Carrington? – spytała McGonagall, patrząc na Annabellę zimnym wzrokiem.
Dziewczyna z wahaniem przytaknęła, a Albus i Scorpius prawie westchnęli z ulgą, gdy się okazało, że to nie o nich chodzi. Nauczycielka rzuciła im przelotne, lecz ostre jak brzytwa spojrzenie.
- Potter, Malfoy, Weasley… do sali, szybko! Ceremonia zacznie się za kilkanaście minut! – krzyknęła. – Nie stać mi tu, blokujecie przejście! – Pogoniła ich w kierunku wejścia.
Trójka przyjaciół pospieszana przez dyrektorkę przekroczyła próg Wielkiej Sali. Scorpius obejrzał się i dostrzegł jak Annabella odwraca się jeszcze w ich stronę, prowadzona w przeciwnym kierunku przez McGonagall.
- Zrobi jej pranie mózgu? – spytał Albus niespodziewanie, który najwyraźniej patrzył w tym samym kierunku.
Malfoy spojrzał na przyjaciela wzrokiem doświadczonego życiowo starca.
- A co ty chcesz stamtąd jeszcze wyprać? – odpowiedział. Nie żeby uważał Anę za głupią, ale sądził, że jest po prostu nudna.
Potter wzruszył ramionami. Po chwili Rose pożegnała się z nimi i udała w kierunku stołu Gryfonów, a i oni, po chwili zastanowienia poszli zająć swoje miejsca. Przechodząc koło ław pełnych Ślizgonów, Albus i Scorpius witali się z większością znajomych skinieniem głowy, uśmiechem bądź gestem ręki. Ostatecznie usiedli naprzeciw siebie, gdzieś w połowie długości stołu.
- Jak myślisz, co McGonagall od niej chciała? – spytał Potter jednocześnie rozluźniając krawat.
Malfoy wzruszył ramionami.
- Pewnie jakieś sprawy związane z jej pojawieniem się w szkole.
Ciemnowłosy przytaknął i rozejrzał się po sali, po czym westchnął.
- Kolejny rok się zaczyna… - mruknął. – Nie wierzę.
- Ostatni – dodał Scorpius z trochę ponurą miną.
Chcąc nie chcąc, w Hogwarcie można było przeżyć naprawdę niesamowite chwile. I teraz wizja opuszczenia na zawsze tego budynku przyprawiła młodego Malfoya o lekki atak melancholii. Jakby na to nie spojrzeć dorastał prawie że tutaj, a teraz, za kilkanaście miesięcy miał zostawić to miejsce na dobre. Co prawda mógłby wrócić jako na przykład nauczyciel, ale nie taką drogę sobie wymarzył…
Z zamyślenia wyrwało go czyjeś natarczywe spojrzenie. Od niechcenia uniósł wzrok w tamtym kierunku. Parę miejsc dalej siedziała ładna blondynka i uśmiechała się do niego zachęcająco.
Frances Davis – przypomniał sobie jej imię.
Bez żadnej, chociaż najmniejszej reakcji odwrócił głowę, i spojrzał na Albusa, który właśnie odmachiwał z uśmiechem swojej siostrze Lily siedzącej przy stole Gryfonów.
- Zakała rodziny z ciebie – powiedział Scorpius z uśmiechem.
Albus uniósł pytająco brew.
- Trafiłeś do Slytherinu.
Chłopak machnął tylko ręką.
- Już mi w domu wybaczyli – oznajmił. – Co prawda w wakacje po pierwszym roku lekko nie było. Zaciągnięto mnie do ciężkich robót siłowych, ale… rozumiesz, teraz jest już całkiem nieźle. Nawet wszystkie posiłki dostaję - dodał żartobliwie i roześmiał się.
Malfoy również się uśmiechnął i pokręcił głową. Tak naprawdę Albus Potter nigdy nie pogodził się z tym do jakiego domu trafił.
Szum rozmów w Wielkiej Sali zaczął powoli cichnąć, za to odgłosy podekscytowania dochodzące zza progu były na tle tej ciszy jeszcze bardziej słyszalne. Scorpius spojrzał w tamtym kierunku i dostrzegł Annabellę wchodzącą do sali pod opieką wysokiej Ślizgonki – Hanny Flint. Zerknął znacząco na Pottera, wskazując brodą kierunek, w którym przyjaciel ma patrzeć. Albus nie czekał zbyt długo, poderwał się z siedzenia i pomachał zachęcająco w tamtym kierunku. Dziewczyna zauważyła jego gest, spojrzała pytająco na opiekunkę, a kiedy ta skinęła głową, Annabella podeszła w ich stronę.
- Siadaj – powiedział Albus, robiąc jej miejsce koło siebie.
Scorpius oczywiście mógłby ją sam zaprosić, ale ktoś gotów byłby jeszcze pomyśleć, że coś go z nią łączy, a wtedy jego reputacja zostałaby zszargana na bank.
Kiedy zajęła już wyznaczone miejsce, Malfoy spojrzał na nią uważnie i powiedział:
- No, widzę, że trafiłaś do właściwego domu. – Zerknął na logo węża zdobiące jej szatę.
Ana skinęła tylko głową. W tym momencie do rozmowy włączył się Albus.
- Czego chciała od ciebie McGonagall? – spytał.
Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, wtrącił się Malfoy.
- Swoją drogą… – zaczął, nachylając się trochę w jej stronę. – To niezła jesteś. Trafić do gabinetu dyrektorki parę minut po przyjeździe, nie będąc jeszcze uczniem… To prawdziwy wyczyn – zażartował.
Annabella uśmiechnęła się blado.
Malfoy odchylił się i zmierzył ją spojrzeniem. Było w tej dziewczynie coś dziwnego i tajemniczego, co go trochę dezorientowało. Na dodatek nie śmiała się z jego dowcipów! A to było już naprawdę niepokojące.
W tym momencie rozległ się, niesiony echem po całym pomieszczeniu, odgłos szybkich i energicznych kroków. McGonagall kierowała się, aby zająć swoje miejsce za stołem nauczycielskim. Kilka metrów za nią, z równym entuzjazmem szła profesor Powell – opiekunka Gryffindoru, której zadaniem było również przeprowadzenie Ceremonii Przydziału.
Cała sala rozbrzmiała oklaskami, a parę minut później wprowadzono pierwszaków. Rozpoczęła się Ceremonia Przydziału.

*

Annabella zakryła się kołdrą prawie po same uszy. W dormitorium było ciemno, a na dodatek, jak na lochy przystało, nie było żadnych okien. Nie żeby miała lęk przed ciemnością… ale…
Po kolacji trafiła razem z Potterem i Malfoyem do pokoju wspólnego, chwilę później zaś pod opiekę Hanny, która chciała jej pokazać co, jak i gdzie. Co prawda tym zadaniem byli też zainteresowani niektórzy przedstawiciele płci męskiej, ale ich zbereźne zapały zostały ostudzone jednym spojrzeniem Albusa i ostrzegającym uśmiechem Scorpiusa. Później, w dormitorium poznała swoje cztery rówieśniczki, które okazały się nawet względnie miłe, ale Ana wiedziała, że raczej nie zostaną przyjaciółkami.
Dziewczyna westchnęła i wbiła wzrok w ciemność. Nie, nie wytrzyma dużej. Wystawiła rękę spod pierzyny i na oślep wymacała palcami swoją różdżkę leżącą na nocnym stoliku. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej, a kiedy jej stopy dotknęły zimnego kamienia podłogi, prawie bezgłośnie wypowiedziała:
- Lumos.
Koniec różdżki zaświecił się bladoniebieskim światłem. Ana spojrzała na światełko i uśmiechnęła się. Zabawne, że w jej domu pod łóżkiem leżała latarka. Najprawdziwsza, mugolska latarka u czarownicy czystej krwi – komiczne. I jak na ironię była pewna, że gdyby była w domu, użyłaby właśnie tego sprzętu, a nie różdżki. Ale cóż, trzeba przystosować się do innego otoczenia.
Sięgnęła po sweter, który zmiętolony leżał w nogach łóżka i powoli, po cichutku, opuściła dormitorium, a następnie pokój wspólny. Kiedy znalazła się już w ciemnych i zimnych lochach, otuliła się szczelniej wełnianym odzieniem i ruszyła przed siebie. W sumie była pewna, że chodzenie po szkole o tej porze nie było zgodne z regulaminem, ale w razie czego miała już przygotowaną wymówkę. W końcu jest nowa w Hogwarcie, a że dawno już do szkoły tego typu nie uczęszczała, więc zawsze mogła powiedzieć, że po prostu nie wiedziała, że tak nie wolno. Bądź co bądź, była w Slytherinie, tak? Musi trochę pogrzeszyć sprytem, a nie mądrością.
Wyszła z lochów, i można powiedzieć, że zaczęła zwiedzać szkołę. Chociaż to było za duże słowo, ona po prostu szła tam, gdzie ją nogi poniosą. Na którymś z nieskończonej ilości ciemnych i pustych korytarzy odnalazła otwarte okno. Rzuciła się w jego stronę zupełnie tak, jakby zaraz miało zabraknąć tlenu. Wychyliła głowę i wzięła głęboki wdech. Kiedy była w domu robiła tak zawsze, gdy nie mogła zasnąć. Wstawała w środku nocy, otwierała okno i potrafiła w nim stać przez dobre kilkanaście minut. Nie wiedziała dlaczego, ale nocne powietrze zawsze ją uspokajało. Kiedy wpatrywała się tak z dziecięcą lubością w krajobraz rozciągający się przed jej oczami i rozgwieżdżone, czyste niebo, usłyszała za sobą głos:
- Nie wolno szwendać się po korytarzu o tej porze.
Annabella aż podskoczyła i odwróciła się z przerażeniem. Kiedy jej oczom ukazał się wysoki chłopak o brązowych, długich włosach i szerokim uśmiechu, prawie krzyknęła z ulgi. Ubrany był podobnie do niej, w pasiastą piżamę, z tym, że zamiast swetra miał czarną, skórzaną kurtkę - ramoneskę.
- Austin Young – przedstawił się takim tonem, jakby codziennie spotykał uczniów nocą na korytarzach i wyciągnął rękę.
Ana uniosła brwi i spojrzała na niego trochę jak na szaleńca. Zresztą, czy nikt go w domu nie nauczył, że to kobieta powinna pierwsza podać rękę na przywitanie?
- Czego chcesz? – spytała nieufnie.
Austin cofnął rękę i przyjrzał się jej uważnie.
- To ty jesteś tą dziewczyną, która siedziała razem z Albusem, Rose i Malfoyem w przedziale – zauważył.
No tak, to ten zdyszany chłopak z przedziału. Jednak Ana zdecydowała się zignorować to spostrzeżenie i dalej drążyła temat.
- Doniesiesz na mnie? – spytała, mrużąc oczy.
- Co robisz tu o tej porze? – Najwyraźniej przyjął podobną taktykę.
Ana prychnęła z irytacji.
- Czy każde moje pytanie będzie się od ciebie odbijać jak piłka od ściany? – zwróciła mu uwagę.
Austin roześmiał się.
- Jeśli mi się nie przedstawisz, to tak – odpowiedział.
Ana westchnęła i kiwnęła głową.
- Annabella Carrington – powiedziała prawie oficjalnym tonem. – Ale wolę jak mówi się do mnie Ana.
Chłopak przyjął tę uwagę do siebie.
- Nie lubisz swojego imienia? – zapytał zaciekawiony.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Rodzice chyba nie mogli się zdecydować czy nazwać mnie Anna, czy Bella, więc strzelili mi takie dwa w jednym.
Austin ponownie się uśmiechnął.
- Jesteś z mugolskiej rodziny? – spytał otwarcie.
Zszokował ją taki tupet. Czy on nie wiedział, jakiej biedy by sobie narobił zadając takie pytanie komuś jej pokroju, jednakże niebędącym nią?
- Jestem ze Slytherinu – odpowiedziała tonem, który miał wyjaśnić wszystko.
I wyjaśnił. Austin pokiwał przytakująco głową.
- Rozumiem. Czysta krew.
- A ty? – Zdecydowała się odpowiedzieć bezczelnością na bezczelność.
- Ja jestem z absolutnie niemagicznej rodziny – powiedział dumnie. Ana miała wrażenie, że jak to mówił, wyprostował się i wręcz wypiął pierś. Musiała przyznać, że zszokowała ją ta postawa. Mało kto miałby odwagę chwalić się przed Ślizgonem ze swojego niemagicznego pochodzenia.
- Wybacz – rzucił po chwili. – Ale sposób w jaki mówisz wydawał mi się taki… - Zamyślił się na chwilę. - Nieczarodziejski, że nigdy nie przypuszczałbym, że jesteś pełnej krwi czarownicą. Mam nadzieję, że cię teraz nie uraziłem! – dodał pospiesznie i z prawie z dziecięcą troską, gdy spostrzegł jak twarz dziewczyny nagle zmienia wyraz.
Ana pokręciła głową i prawie się roześmiała. Trzeba było przyznać jedno, podobało jej się jego podejście. Mówił o tych sprawach bardzo szczerze i przede wszystkim otwarcie. A na dodatek był tak odważny, że aż głupi. A ona zdecydowanie lepiej się czuła w towarzystwie bardziej naiwnych od niej ludzi.
- Nie, nic się nie stało – odpowiedziała. – W sumie jest ze mnie taki trochę mugol.
Austina najwyraźniej zaciekawił ten wątek.
- To jeśli pozwolisz… – zaczął. – Odprowadzę cię teraz do twojego domu, a ty mi wszystko po drodze opowiesz.
Ana zgodziła się i ruszyła za chłopakiem.

*

Był wczesny poranek gdy Scorpius Malfoy i Albus Potter stawili się w Wielkiej Sali na śniadanie. Sklepienie pomieszczenia przedstawiało dzisiaj typową wczesnojesienną, lecz słoneczną pogodę i prawie bezchmurne niebo. Dwójka przyjaciół zajęła swoje miejsca za pustym stołem Slytherinu. O tej porze na posiłku była zaledwie garstka uczniów, gdyż większość szkoły dopiero wychodziła z łóżek. Albus i Scorpius lubili takie wczesne śniadania, chyba głównie ze względu na to, że nie było charakterystycznego dla grupowych posiłków rozgardiaszu i szumu, przez co można było normalnie porozmawiać. Kiedy nałożyli już sobie porcje na talerze, do Wielkiej Sali weszła Ana, rozglądając się po pomieszczeniu. Dwójka przyjaciół wychwyciła jej wzrok i skinieniem głowy zaprosiła do siebie. Dziewczyna podeszła i bez słowa usiadła obok Scorpiusa.
- I jak tam pierwsza noc? – spytał Albus.
- W sumie nie mogłam zasnąć – odpowiedziała trochę sennie. Faktycznie miała strasznie podkrążone oczy, była rozczochrana i chyba nie zdążyła się umalować, bo ślady na jej twarzy były zdecydowanie bardziej czerwone niż wczoraj.
- Kawki? – spytał czarnowłosy, podsuwając jej dzbanek.
Ana z obrzydzeniem pokręciła głową.
- Dziękuję, ale nie lubię.
Chłopak spojrzał na przyjaciela, po czym cała trójka zamilkła, a każde z nich zajęło się badaniem zawartości własnego talerza; tylko Albus co jakiś czas rozglądał się po Sali, do której weszła właśnie grupka męskiej reprezentacji Ravenclawu i ładna, niewysoka blondynka. Potter prychnął wręcz pogardliwie w ich stronę, lecz nie spuszczał dziewczyny z oczu.
Scorpius spostrzegł reakcję przyjaciela, podniósł spojrzenie na nowoprzybyłych i cicho zagwizdał. Ana również popatrzyła w tamtą stronę. Jeden z wyższych w grupce chłopaków uśmiechnął się do niej i pomachał. Dziewczyna trochę nieśmiało odmachała Austinowi i skierowała wzrok z powrotem na swój talerz. Kiedy towarzystwo zajęło już swoje miejsca, Albus spojrzał na koleżankę ze zdziwieniem.
- Skąd znasz Austina? – spytał.
Dziewczyna podniosła na niego wzrok znad tosta.
- Poznałam go w nocy – powiedziała szczerze między jednym, a drugim kęsem.
Albus wytrzeszczył na nią oczy, a Scorpius spojrzał z zaciekawieniem.
- Opowiadaj.
Annabella dość pospiesznie streściła całą historię, a kiedy skończyła, Malfoy i Potter spojrzeli po sobie kiwając z szacunkiem głowami.
- Całkiem niezłe ziółko z ciebie. Wydawałaś się taka cicha, nieciekawa – stwierdził blondyn. – Ale Carrington, wyjdziesz jeszcze na ludzi!
- Tylko musisz zadawać się z nami – dorzucił Albus.
Ana uśmiechnęła się delikatnie w odpowiedzi, po czym wróciła do swojego tosta. Bądź co bądź, ale czuła się jeszcze dość mocno skrępowana w ich towarzystwie, a to uczucie mogło jej minąć równie dobrze jutro, co za pół roku – ale taka już była.
Ostatecznie widząc, jakie zamieszanie wywołała jej historia postanowiła drążyć temat i kobieca ciekawość dała górę nad nieśmiałością.
- Co to za blondynka? – spytała cicho Scorpiusa.
- Była dziewczyna Albusa. Siostra Austina – odpowiedział szeptem, nie ściągając uwagi przyjaciela.
Ana spojrzała na niego uważnie. Scorpius wzruszył tylko ramionami, jakby chciał powiedzieć ‘to nie moja sprawa’.
Albus jeszcze raz spojrzał w kierunku blondynki, a gdy ta spostrzegła jego wzrok, odwrócił się pospiesznie i przypadkowo potrącił łokciem dzban z sokiem dyniowym. Ten przewrócił się z hukiem na stół, rozlewając na stary, dębowy blat połowę swojej zawartości, a drugą jej część na spódnicę Any i rękaw białej koszuli Scorpiusa. Dziewczyna poderwała się szybko z miejsca, a chłopak z nieokreślonym spojrzeniem, podniósł rękę i przyjrzał się ściekającej z rękawa cieczy.
- Przepraszam! – krzyknął Albus, zrywając się z siedzenia i pospiesznie szukając różdżki. Gdy ją zaś znalazł, ta wyślizgnęła się ze zdenerwowanych rąk i potoczyła pod stołem. Chłopak dał szybkiego nura, a Scorpius spojrzał na dziewczynę.
- Idź – powiedział. – Ja go zabiję.
Ana kiwnęła głową i bez słowa wstała, udając się powoli w kierunku lochów i swojego dormitorium.
©2009-2010 ~princess-f
:iconprincess-f:

Author's Comments

Nic na to nie poradzę. Naprawdę.

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconvardanadine:
znowu Hanka? :P

ale czemu znęcasz się nad moim pęcherzem, to nie wiem xP

--
-I'm an atheist!
-God loves you anyway.
:lemon:
Do want: Dollmore Neo
Must have: B&G Sapphira
Does have: DZ Ray (Aidan), DZ Leo (Toto)
:iconprincess-f:
Gdzieee? Jeśli masz na myśli Anę, to nie wiem. Nie myślałam nad tym. Hmm... chociaż Ana na pewno nie będzie kłóciła się z kim popadnie i wydaje mi się, że będzie dojrzalsza... hahaha xD I MOŻE ją nawet polubię, więc...

A co mi do Twego pęcherza? xD

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconvardanadine:
Hanna F :P

a do pęcherza to, że prawie się posikałam a propos kilku tekstów :D

--
-I'm an atheist!
-God loves you anyway.
:lemon:
Do want: Dollmore Neo
Must have: B&G Sapphira
Does have: DZ Ray (Aidan), DZ Leo (Toto)
:iconprincess-f:
Aaa... to o nią chodziło! Nawet nie pomyślałam, bo nad jej imieniem nie spędziłam za dużo czasu... + nie będzie odgrywać żadnej dużej roli. Już się tu bałam, że mi Ane za podobną oskarżasz, czego się wręcz przeraziłam ._.

Bo były tak skrajnie głupie, tak? xD

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconvardanadine:
bo były TRUE XD

--
-I'm an atheist!
-God loves you anyway.
:lemon:
Do want: Dollmore Neo
Must have: B&G Sapphira
Does have: DZ Ray (Aidan), DZ Leo (Toto)
:iconprincess-f:
aaahaaa xD

(napisz do mnie na gg jak będziesz, bo muszę sobie jakąś porządną książkę kupić, a kompletnie nie mam pomysłu!)

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]

Details

August 12, 2009
24.0 KB

Statistics

6
0
46 (0 today)
0 (0 today)

Site Map