Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

FF7_Gotowi_by_upasc_II_prolog by ~princess-f:iconprincess-f:



Prolog

Hana krzyknęła, rozbiła kolejną, przypadkową, niewinną rzecz i znowu krzyknęła. Upadła na kolana, cudem nie kalecząc sobie nóg odłamkami szkła leżącymi na podłodze. Spojrzała przed siebie. Naprzeciwko niej, oparte niezgrabnie o ścianę i kant szafki, leżało lustro, które pewnie w ataku jej furii spadło ze ściany. Valentine z wręcz dziecięcą ciekawością zaczęła przyglądać się swojemu odbiciu.
Odbiciu przedstawiającemu jakąś małą, rozczochraną istotę. Z wargami zaciśniętymi w cienką linię, opuchłymi, podkrążonymi oczami i czerwonymi, piekącymi rumieńcami. Dziewczyna pociągnęła nosem. Ponownie spojrzała w swoje zapłakane odbicie i wręcz jęknęła z rozpaczą na swój widok. Przetarła dłońmi swoje czerwone, przekrwione oczy i starła łzy z policzków. Nie pomogło. Ciągle jej szpetny obraz w lustrze zakłócał równowagę tego pomieszczenia.
Następnie zaczęła kierować swój wzrok coraz niżej, po posturze zapłakanej dziewczyny tuż przed nią. Spojrzała na rozcięty w akcie szału rękaw koszuli. Teraz materiał zwisał smętnie; tak smętnie, jakby zdawał się mówić, jakie cierpienie go spotkało. Dziewczyna naciągnęła go trochę i przyłożyła rozdarty koniec na jego pierwotne miejsce. Jednak materiał znowu smętnie zwisł.
Hana ponownie przetarła załzawione oczy. To już nie była faza złości, teraz przychodziła bezradność.
Ponownie spojrzała na swoje odbicie. Skrzywiła się nieładnie.
Rozejrzała się po podłodze. Wokoło niej leżało mnóstwo odłamków szkła, niekiedy drewna, a nawet innych materiałów, jednak niezmiennie o ostrych bądź postrzępionych krawędziach. Powoli na dywan zaczęły też opadać białe piórka, które wcześniej stanowiły wnętrza poduszek, a teraz smętnie unosiły się w powietrzu, niesione przez słabnący z minuty na minutę wiatr, wpadający do pokoju poprzez otwarte okno.
Dlaczego nikogo nie ma? Dlaczego nikt nie przyszedł, gdy usłyszał te hałasy? Dlaczego nikt nie wdarł się tutaj, aby ją powstrzymać? Gdzie oni są, gdy ona jest tutaj sama? Gdzie on jest? Czy by go to obchodziło?
Dlaczego nikogo nie ma?
- Jestem sama… - wymamrotała smutno patrząc prosto w swoje oczy, które żałośnie zerkały na nią z tafli szkła. – To niczego nie zmienia… zawsze tak było. Paskudna i sama – powiedziała z odrazą przyglądając się, jak jej twarz wykrzywia się teraz w paskudny grymas.
Następnie zauważyła, jak jej usta znowu zaciskają się w linię, oczy zachodzą łzami, a na policzki wstępują jeszcze bardziej czerwone, świeże rumieńce. I wybuchnęła płaczem, a dziewczyna ze szklanej tafli razem z nią. Hana ponownie podniosła na nią oczy. Dysząc ciężko oderwała powiewający smutnie rękaw, a następnie dorwała najbliższy i wydawałoby się największy kawałek szkła, jaki miała w zasięgu.
Pociągnęła za jeden kosmyk włosów, napięła go, a następnie szklany odłamek odciął pukiel gdzieś na wysokości połowy szyi. Później taki los spotkał parę kolejnych pasm jej włosów. Następnie zrezygnowana i zmęczona spojrzała w swoje odbicie. Chwyciła odłamane oparcie drewnianego krzesła leżące w pobliżu i cisnęła nim w lustro.
Szklana dziewczyna roztrzaskała się na tysiące kawałeczków.

* * *
Wiatr uderzył z całą swoją siłą w okna, otwierając z całą swą mocą to na wpół uchylone. Do środka wpadło kilkadziesiąt płatków śniegu, a raczej małych kulek gradowych. Odbiły się o parapet i kilka spadło na ziemię, od razu rozpryskując się na drewnianej podłodze. Wiatr zaciągnął się, pociągnął za sobą firankę i okno mocno zatrzasnęło się z powrotem. Rufus Shinra zaklął pod nosem, po czym przewrócił się na drugi bok i nie pozostając obojętnym na nagły podmuch zimna, okrył się po uszy kołdrą.  
Jednak nie było dane mu odpoczywać dłużej.
Nie zareagował, co prawda, na skrzypnięcie otwieranych drzwi i kroki, ale był święcie przekonany, że to kolejne urojenia jego obolałej głowy. Lecz wtedy jakiś gwałtowny ruch zerwał z niego nakrycie. Rufus starał się jeszcze na oślep, nie otwierając oczu, zatrzymać kołdrę, lecz przez chwilę błądził tylko ręką w powietrzu.
- Wcale nie wyglądasz tak ładnie po przebudzeniu – obwieścił kobiecy głos nad jego uchem.
Rufus skrzywił się. Jego mózg nie przeanalizował jeszcze fal dźwiękowych na tyle, by dowiedzieć się, z kim na do czynienia, ale czy naprawdę ta osoba musiała tak krzyczeć?
Otworzył jedno oko. Zlustrował otoczenie. Nic. Otworzył drugie oko. Ponownie przeprowadził tę samą operację. Znowu nic. W końcu zdał sobie sprawę, że bez poświęcenia się nie obejdzie. Powoli, na łokciach, podniósł się na łóżku i rozejrzał wokoło. Po drugiej stronie, na krześle siedziała uśmiechnięta Nina. Jej włosy zlewały się z płaszczem tworząc coś czarnego, ale bliżej niezidentyfikowanego z miejscem na twarz.
- Jak się tu znalazłaś? - Przez chwilę nie rozpoznawał swojego głosu, miał chrypę.
- Mam swoje sposoby – odpowiedziała, chowając coś za pazuchą płaszcza.
Rufus westchnął i upadł na wznak. Łóżko zatrzeszczało.
- Powiedz mi, że śnię... a ciebie wcale tu nie ma... – wyjęczał.
Górny fragment niezidentyfikowanej czarnej plamy pokręcił się przecząco.
- Jestem dobrą dziewczynką – zaczęła. - Nie kłamię.
- A więc...? – spytał licząc na powody tej jakże niespodziewanej wizyty.
- A więc jestem grzeczna.
Poczucie irytacji powstałe przez tę nagłą pobudkę zaczęło niebezpiecznie wzrastać.
- Czego chcesz?
Obraz jego rozmówczyni zaczął się powoli wyostrzać i Rufus zauważył jak ta krzywi się, a następnie marszczy brwi.
- Czemu od razu tak niegrzecznie? - spytała. Jednak zanim Rufus zdążył odpowiedzieć, kontynuowała. - Musisz wrócić do Midgar.
Rufus uniósł palec w górę.
- Wiedziałem - powiedział.
Nina pokręciła głową.
- Nie, ty nic nie wiesz.
- Dokładnie.  – Podniósł się gwałtownie do pozycji siedzącej, czego chwilę później pożałował.  Zakręciło mu się w głowie, przez co omal co nie stracił równowagi i nie padł plackiem na łóżko. –Widzę, że masz jakieś wyjątkowo mocne argumenty, skoro pofatygowałaś się aż tutaj. Albo... tak słabe.
Nina uśmiechnęła się do niego z politowaniem.
- Och, Rufus... jak ty nie znasz życia.
Shinra zmarszczył brwi. Nie lubił jak ktoś budził go rano, a następnie oskarżał o to, że nie zna życia. To zdecydowanie nie był dobry początek dnia.
- To może mnie uświadomisz?
- Z wielką przyjemnością. – Złożyła ręce na skrzyżowanych nogach. - Od czego by tu zacząć... - poklepała się palcem po podbródku.
- Od czegokolwiek, ważne, żebyś tak nie krzyczała... – mruknął, uświadamiając sobie, że ból głowy powraca. Sięgnął po leżącą na skraju łóżka kołdrę, przykrył się i ponownie opadł na poduszki.
Nina przyjrzała mu się uważniej.
- Nie wierzę! - krzyknęła w końcu - Rufus... ty... ile wczoraj wypiłeś?
Prezes ShinRy mruknął pod kołdrą coś niekoniecznie grzecznego.
- Nie wierzę! - Nina zerwała się z krzesła. - Myślałam, że masz niezniszczalną głowę!  A jednak! Jesteś jak każdy śmiertelnik!
Rufus spojrzał na nią ze złością. Jej krzyk właśnie przeciął mu czaszkę na pół.
- Mówiłem chyba coś o liczbie decybeli, jaka może panować w tym pomieszczeniu?
Nina pokiwała głową i usiadła z powrotem.
- Przejdziesz wreszcie do rzeczy? – wymruczał spod warstwy pierzyny, licząc na to, że szybko ją spławi i będzie mógł dalej pospać.
- Oczywiście - odpowiedziała Nina prostując się na krześle. - Ojciec Hany... To znaczy... Tfu! Jej wujek... pokrótce mówiąc... nie żyje.
Rufus wystawił jedno oko spod kołdry.
- Słucham? – spytał.  
- Miał wypadek jakieś kilka dni temu. To naprawdę zabawne, że nic o tym nie słyszałeś... w końcu jechał wtedy z twoją macochą.

Postacie jak i fabuła Final Fantasy VII nie należą do mnie...
©2009 ~princess-f
:iconprincess-f:

Author's Comments

Mam dziwne przeczucie, że to kolejna nieprzemyślana publikacja...

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconyumie-o:
Nowe oblicze Hanki, ale w końcu kobita też ma uczucia.
Jaka tam nieprzemyślana publikacja:pat:, mi się podoba bo jest prologiem do najpewniej całkiem ciekawej historii... A więc czekam na ciąg dalszy.^^ A spróbuj tylko zaprzestać pisania!
:iconprincess-f:
Jedno zdanie na temat treści. Dwa na mój. Fajnie xP

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconchocobox:
Rufus pije... O.o To bardzo źle, jego pieski muszą go do pionu postawic xDD
Dlaczego obcięłaś Hance włosy??????? WTF?! xDD Jak mogłaś xD Nie uważam tego wcale za nieprzemyślaną publikację :D Myślę, że powstanie z tego bardzo fajny fanfik (hje hje, wiadomo o co chodzi)...

Powiem, że oby tak dalej, byle bez dramatów na wysokim poziomie :D
I powiem, że świetnie potrafisz oddac akcję. Jak się czyta to doskonale da się wszystko wyobrazic ^^

--
Main evil come..
:iconprincess-f:
Oj tam od razu piję, napił się raz chłopak i teraz będziemy mu wypominać? XD
Obcięłam... bo tak będzie jej wygodniej, o!

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconchocobox:
Kurde! Jak ja mam ją teraz narysowac?? xD

--
Main evil come..
:iconprincess-f:
Normalnie xD

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconmadame-abent:
Ulubiony fragment?

- Musisz wrócić do Midgar.
Rufus uniósł palec w górę.
- Wiedziałem - powiedział.
Nina pokręciła głową.
- Nie, ty nic nie wiesz.
- Dokładnie.


Łączę się z Rufusem, często tak miewam xD
:iconprincess-f:
Co do ostatniego zdania. Może przefarbuj się na blond i zmień płeć, wtedy to nabierze zupełnie innego znaczenia... hahaha.

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]

Details

July 7
10.9 KB

Statistics

17
0
60 (0 today)
1 (0 today)

Site Map