Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

2009 wyrazow ::FFVII by ~princess-f:iconprincess-f:



Hana naprawdę nie wiedziała czemu to robi, ani dlaczego w ogóle się na to zgodziła. Prawdopodobnie gdy wyrażała chęć podjęcia się tego szczytnego zajęcia była nie w pełni sił umysłowych – zapewne przytrafiło jej się chwilowe zwarcie na neuronach – a to każdemu się zdarza. No ale żeby było aż tak silne, aby zgodziła się na coś, co uwłacza jej godności? Odpowiedź była jedna:
- Nie szanujesz się – powiedziała, nie wiedząc czy do siebie, czy do siedzącego nad stertą papierów Rufusa, a ten odpowiedział jej teatralnym uśmiechem.
Hana westchnęła i pokręciła głową.
- Ja cię naprawdę proszę – powiedziała, akcentując każde słowo; czuła się jakby zwracała się do dziecka w wieku przedszkolnym, a nie dorosłego mężczyzny. – Odpocznij – na to słowo położyła wyjątkowo silny nacisk.
Rufus wskazał na teczki z raportami leżące przed nim na pościeli.
- To się samo nie zrobi, kotku – powiedział, kiwając głową przekonywująco.
- Po pierwsze, nie jestem dla ciebie żadnym kotkiem…
- No tak, raczej wściekłą tygrysicą… - mruknął pod nosem z ironią.
Hana zmarszczyła brwi.
- Coś mówiłeś?
Rufus uśmiechnął się niewinnie i pokręcił głową.
- A po drugie? – zapytał patrząc na nią wyczekująco.
- Słucham?
- Było ‘po pierwsze’, więc musi być co najmniej ‘po drugie’.
- Nie wymądrzaj się.
Rufus zaśmiał się i przełożył teczkę z dokumentami leżącą wcześniej po jego lewej stronie, na prawą.
Hana patrzyła na to z politowaniem. Odłożyła kubek z herbatą, który trzymała w ręce na szafkę nocną.
- Człowieku, daj sobie spokój! – Zabrała mu najpierw lewy stosik papierów i zanim zdążył się zorientować, również prawy. – Gdzie mam je schować, żebyś ich nie znalazł? – spytała.
Rufus uniósł kołdrę i wskazał palcem miejsce pod nią.
Valentine przewróciła oczami. Gorzej jak z dzieckiem. Dzieciaka można chociaż zaszantażować za cukierki, bajkę na dobranoc i tym podobne, a spróbujcie zaszantażować Rufusa Shinrę, gościa, który może mieć wszystko, bo go na to stać.
Hana bez słowa wyniosła dokumenty do jego gabinetu i zostawiła je na biurku. Kiedy wróciła, Rufus ciągle tkwił w posiadaniu jednej teczki.  Wyciągnęła po nią rękę i spojrzała na niego wyczekująco.
Rufus pokręcił głową.
- Tej nie oddam.
Hana westchnęła.
- Dobrze. Przynajmniej będziesz miał do czego się teraz przytulić – powiedziała, kładąc palce na wyłączniku światła. – Miłych snów – rzuciła z trochę podirytowanym akcentem.
- Zaczekaj!
Odwróciła się niechętnie.
- Tak?
Mężczyzna przechylił głowę i posłał jej kolejne teatralne, niewinne spojrzenie.
- Wolałbym coś cieplejszego…
- Tam masz moją herbatę – mruknęła, nie miała już zamiaru jej pić, nie wiadomo czy do niej nie napluł albo co lepsza, czegoś nie wrzucił. Z takimi ludźmi trzeba uważać!
Rufus spojrzał na nią znacząco. Jej zmęczony umysł dopiero teraz zrozumiał…
- Możesz sobie pomarzyć – syknęła i wyszła z pokoju.
- Raczej wolałem, abyś zaprosiła mi jakąś uroczą panią! – Usłyszała jeszcze za sobą na korytarzu. - NIE CHODZIŁO mi o Ciebie… bo jakżeby mogło… - Mówił coś jeszcze, ale Hana już nie słyszała.
* * *
Hana siedziała na kanapie z kubkiem nowej, gorącej herbaty. Otaczała ją całkowita cisza – tak urocza w stosunku do tego, co musiała znosić przez ostatnie dwie godziny. To może się wydawać niemożliwe, ale człowiek z prawie czterdziestostopniową gorączką może być jeszcze bardziej denerwujący niż gdy ma przepisowe trzydzieści sześć i sześć.
A co ona tu właściwie robi?
Otóż, jakieś cztery godziny temu zadzwoniła do niej Nina z prośbą, aby tutaj przyjechała. Jakby Hana wiedziała o co chodzi, to nigdy by tego nie zrobiła. W ogóle nie powinna odbierać tego telefonu! Czemu ona jest taka głupia?
Oczywiście można się zapytać po co dorosłemu facetowi opieka przy przeziębieniu. Prawdopodobnie dlatego, że ten facet jest idiotą. Ze swoją głupotą i nieodpowiedzialnością za własne zdrowie nie mieści się w żadnych miarach które mogłyby to ująć.
Rufus trzy miesiące temu miał kolejną operację na rękę. Lekarze usiłują przywrócić jej maksimum sprawności od czasu, gdy została prawie rozszarpana w czasie ataku Diamond WEAPON. W czasie, gdy przeprowadzony miał zostać ów zabieg, Rufus przebywał w Nibelheim, a że nie chciało mu się wracać do Midgar, poddał się operacji tam, na miejscu. Kiedy wrócił, okazało się, że do rany wdało się jakieś zakażenie; oczywiście Rufus sprawę zbagatelizował i prawie wyhodował sobie zakażenie ogólne organizmu. Poleżał więc prawie miesiąc w szpitalu, a później, skubani, go wypuścili. Niestety dwa tygodnie później doczekał się przeziębienia i teraz wszyscy na niego chuchali, dmuchali i ogólnie się martwili… Irytujące, bo w końcu dwudziestopięcioletni facet powinien sobie dać sam radę. Właściwie to Rufus miał taki zamiar, ale Nina przejęta  tym najbardziej ze wszystkich stanowczo odrzuciła taką opcję. A teraz Hana miała ją zastąpić ‘na dyżurze’, bo Fenfir miała parę pilnych spraw do załatwienia.
Chociaż gdyby sama się o niego nie martwiła, to zgodziłaby się tu przyjść?
Hana ziewnęła i dosłownie na chwilę przymknęła oczy.
* * *
Kiedy je otworzyła, rozejrzała się naokoło. Zupełnie jak tknięta nadludzkim przeczuciem pomknęła w stronę gabinetu prezesa ShinRy.
- Rufus! – krzyknęła, stając w progu.
Mężczyzna najzwyczajniej w świecie siedział przy biurku i zajmował się stertą papierzysk, które wcześniej przyniosła tu Hana. Teraz spoglądał na nią z lekkim niepokojem.
- Dobrze się czujesz? – spytał.
Hana oparła się o framugę i westchnęła.
- Ja? Spójrz na siebie! – Podeszła do niego bliżej. – Wyglądasz gorzej niż normalnie!
- No wiesz! – krzyknął z urazą i zaczął rozglądać się za jakimś lustrem.  
- Rufus, zmiłuj się! Błagam! – Powiedziała to z tak bezradnym i żałosnym wyrazem twarzy, że aż zrobiło mu się jej żal. I mimo że miał ochotę zapytać się, dlaczego jej tak na tym zależy,  nie powiedział nic, tylko podniósł się z krzesła.
Hana wyglądała tak, jakby zaraz miała się ucieszyć.
- Grzeczny chłopiec!
- Grzeczny, grzeczny… - mruknął i pozwolił zaprowadzić się do sypialni. Pewnie gdyby istniały jakieś inne perspektywy  rozwoju akcji, ciekawsze niż drzemka, to cieszyłby się bardziej. Niestety Hana była jak wielka bryła lodu, był pewny, że…  
-  Twój chłód zdołałby ugasić moją gorączkę – powiedział, zatrzymując się.
Valentine spojrzała na niego z niepokojem. Czyżby zaczynał bredzić? Podeszła bliżej i przyłożyła mu rękę do czoła, następnie bardzo szybko ją cofnęła.
- Cholera! Jak ty możesz egzystować z taką temperaturą?!
Rufus jednak jej nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko dziwnie. Zanim Hana zdążyła się cofnąć, on zdążył ją przyciągnąć do siebie. Oparł dziewczynę o ścianę i pogroził jej przed oczami palcem.
- Co ty robisz? – spytała, aż sama się zdziwiła, że w jej głosie nie było ani nutki niepokoju.
- Bo jest taka sprawa… - zaczął – położę się, odpocznę… Ba! Nawet specjalnie dla ciebie mogę zasnąć… kochaneczko. – Założył jej kosmyk włosów za ucho. – Ale na moich warunkach.  Ja nie akceptuję przypadków, gdy ktoś ode mnie czegoś oczekuje, a nie daje mi nic w zamian. – Oparł się ręką o ścianę. – Krótko mówiąc, skarbie… musimy się wymienić.
Hana uniosła brew. Definitywnie zwariował.
- Postaw swój warunek – powiedział.
Dobra, ze świrami nie powinno się negocjować…
- Proszę cię, abyś się położył… i odpoczął… chociaż parę godzin – odpowiedziała. Mimo że chciała, nie mogła przybrać bardziej stanowczego tonu głosu.
- No właśnie. – Rufus nachylił się trochę bliżej jej twarzy. – Ja również wcześniej podałem swoje warunki. Chcę mieć kogoś do przytulenia. – Uśmiechnął się.
W jego ustach brzmiało to tak wyjątkowo absurdalnie.
Hana spojrzała na niego ze zrezygnowaniem i pokręciła głową.
- Ja… ja nie…
- Spokojnie. Ja zasnę, ty sobie pójdziesz… Zgoda?
Z niezrównoważonymi się nie dyskutuje…
- Dobra.
Mężczyzna puścił ją i wręcz uprzejmym gestem wskazał kierunek w jakim miała się udać.
* * *
- Hana, nie bądź małą dziewczynką!
Valentine siedziała na skraju łóżka i od około piętnastu minut z niepokojem na twarzy odmawiała zbliżenia się do Rufusa.
Shinra pochylił się w jej kierunku.
- Bo cię przyciągnę do siebie siłą – zagroził.
Hana spojrzała na niego. Rufus starał się przybrać jak najbardziej przekonujące spojrzenie co do tego, że naprawdę nie ma zamiaru jej nic zrobić. NA RAZIE.
Kiedy wydawało mu się już, że coś wskórał i wyciągnął do niej ręce, dziewczyna gwałtownie zerwała się z łóżka. Jednak refleks Rufusa był lepszy, nawet w chorobie. Zanim zdążyła zrobić chodź krok, chwycił ją za rękę i przyciągnął tak, że upadła prosto na łóżko, bezpośrednio w jego ramiona.
- Tylko się nie wyrywaj – powiedział – Pamiętaj, że mam jeszcze świeżą bliznę. Nie chcesz mi przecież zrobić krzywdy, prawda? – Odwrócił ją twarzą do siebie i ponownie zgarnął brązowego loka za ucho. – Zresztą też jej tobie nie zrobię. Jestem dżentelmenem!
Ostatnie zdanie powiedział takim tonem i z takim wyrazem twarzy, że Hana mimowolnie zaśmiała się.
Zwariował, to pewne jak jego miliardy na koncie, ale jest niegroźny.
Hana nagle postanowiła spełnić warunek jaki jej postawił i objęła go w pasie.
- No widzisz? – Usłyszała jego głos zaraz przy swoim uchu. – Też jesteś grzeczna. – Położył się, a ją obok siebie.
Valentine nic nie odpowiedziała.
- Czemu masz zamknięte oczy? – spytał wyraźnie rozbawiony.
Nadal zero odpowiedzi.
- Otworzysz je? Czy sam mam to zrobić? – Dotknął palcami jej prawej powieki, a Hana omal co nie wyskoczyła z łóżka, ale otworzyła oczy.  
Rufus zaśmiał się.
- Spokojnie – powiedział i pogłaskał ją pieszczotliwe po głowie.
Chyba naprawdę spadła mu gorączka, bo całkiem nieźle się bawił patrząc jak Hana usiłuje na niego… nie patrzeć. Robiła chyba wszystko, by uniknąć jego wzroku, najpierw zbadała sufit, później ścianę, w końcu zerknęła w dół, ale nie znalazła tam najwyraźniej nic ciekawego, bo nie zatrzymała tam wzroku na dłużej. Ale spojrzeć na niego nie chciała. Odczekał chwilę.
- Hana…
Dziewczyna odruchowo usłyszawszy swoje imię, spojrzała na niego.
- Ha! Mam cię!
Zanim zdążyła znowu mu ‘uciec’, przysunął się do niej trochę bliżej, jednak na tyle blisko, by znajdowali się twarz przy twarzy.
Valentine ciągle nic nie mówiła, za to jej twarz przybrała dziwnie buraczany kolor. Urocze.
Rufus postanowił już nie krępować towarzyszki. Skierował swój wzrok nad jej twarzą, ale z braku jakiegokolwiek zajęcia zaczął sobie owijać wokół palców pasma jej włosów, były tak jakoś dziwnie miękkie i pachnące.
Coś zaczęło się w nim budzić.
Spojrzał z powrotem na Hanę i uśmiechnął się. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, bardziej… bardziej…
- Co ty robisz? – spytała dziewczyna.
Rufus uśmiechnął się, było jednak w tym uśmiechu coś, co ją zaniepokoiło.
- Wybacz, ale nie będę jednak dżentelmenem – powiedział – Naprawdę się starałem… ale…
I pocałował ją.
Hanę zamurowało. Chociaż nie na tyle, aby nie zwrócić pocałunku… z nawiązką.
Rufus przysunął ją bliżej i jakoś tak, odruchowo wsunął jej rękę pod bluzkę. Dziewczyna odsunęła się i spojrzała na niego dziwnie, z mieszanką jakiegoś podekscytowania, a zarazem lęku w oczach.
- Co ty… my nie możemy… jesteś chory…
- To tylko przeziębienie, złośliwe trochę, co prawda, ale nic ci się nie stanie – powiedział, później przybliżając się do niej, z zamiarem kolejnego pocałunku.
Hana pokręciła głową.
- Nie. Masz gorączkę, nie możemy…
Rufus zaśmiał się.
- W takim razie nie wiesz jednej rzeczy. Wraz ze wzrostem temperatury, wzrasta mi temperament! – Skradł jej kolejnego całusa. – Zresztą moja gorączka stała się teraz twoją gorączką. – Po czym przyłożył jej rękę do policzka.
- Czujesz?
Hana dotknęła swojego czoła, faktycznie było cholernie ciepłe.
Ale jakoś niespecjalnie się tym przejęła, może w jej przypadku też jest podobnie? Bo jakoś tak nabrała ochoty na więcej...
* * *
- Cholera! – Hana zerwała się i otworzyła oczy.
Rozejrzała się. Leżała na podłodze w jakimś pomieszczeniu. Gdy obrazy zaczęły nabierać ostrości, rozpoznała w nim biuro Rufusa. Była w głównym budynku ShinRy.
Podniosła wzrok do góry.
Nad nią nie zobaczyła nikogo innego jak prezesa tejże korporacji we własnej osobie… i Niny.
- Dobrze się czujesz? – spytała Nina, pomagając jej usiąść.
- Co się stało? – zapytała się Hana.
- Straciłaś przytomność – odpowiedział bez ogródek Rufus.
- Padłaś nagle jak długa – dodała Fenfir. – Szczerze, to już myślałam, że umarłaś, tak długo się nie budziłaś.
Valentine westchnęła z ulgą. Czyli to nie działo się naprawdę, jak dobrze. Chociaż może była trochę zawiedziona?
- Jesteś rozpalona – powiedziała Nina, przykładając jej rękę do czoła. – Będziesz chora. Trzeba cię zawieść do domu i się tobą zająć!
- N-nie… - Valentine powoli podniosła się z ziemi. Nogi miała jak z waty. – Dam sobie radę, sama  – Zrobiła krok do przodu i wpadła prosto na Ninę.
- No właśnie widzę… - powiedziała Fenfir. – Zawiozłabym cię, ale muszę coś pilnie załatwić.
Nagle usłyszała za sobą głos Rufusa.
- Ja mogę się nią zająć… mam akurat wolne popołudnie…
I przeszedł ją niepokojący dreszcz.

Tytuł: ???
Tematyka: Final Fantasy VII
Część: 1/1
Ilość wyrazów: 2009 (Szęśliwego Nowego Roku!)

Postacie jak i fabuła Final Fantasy VII nie należą do mnie...
©2009 ~princess-f
:iconprincess-f:

Author's Comments

Postacie: Rufus Shinra (FFVII), Hana Valentine (OC), Nina Fenfir (OC)

To nie miało być poważne!

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconprincess-f:
hihihi, już mam pomysła!

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconvardanadine:
. . . to pisz a nie się cieszysz :P

--
-I'm an atheist!
-God loves you anyway.
:lemon:
Do want: Dollmore Neo
Must have: B&G Sapphira
Does have: DZ Ray (Aidan), DZ Leo (Toto)
:iconmadame-abent:
- W takim razie nie wiesz jednej rzeczy. Wraz ze wzrostem temperatury, wzrasta mi temperament!
Dobre sobie! XD

Poza tym, to miałam nadzieję, że Hania obudzi się w innym momencie... A tu niespodzianka!

Tyyy... może wstawisz też tutaj swoje 'chamskie' prace? XDD
:iconprincess-f:
Jasne, ale to już musiałoby być od 18+ XD

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconprincess-f:
Już napisałam... prawie dwie strony! x>

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconmadame-abent:
Ależ nie ma sprawy! dA pozwala na to XDDD (ja też Ci pozwalam!)
Zawsze wiesz, że będziesz mieć fanów... hihihi
:iconprincess-f:
Ale to taki trochę.. no... wstyd xD"

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]
:iconmadame-abent:
To pomysl jakie rzeczy fani piszą... i się nie wstydzą... XD
Ale jak chcesz, nie zmuszam xD
:iconvardanadine:
łooooooooł... to kończ i wrzucaj xDDD

--
-I'm an atheist!
-God loves you anyway.
:lemon:
Do want: Dollmore Neo
Must have: B&G Sapphira
Does have: DZ Ray (Aidan), DZ Leo (Toto)
:iconprincess-f:
To będzie miało aż DWIE części! xD *prawdopodobnie*

(Apropo części, wyślij mi 10 kolejnych rozdziałów x> )

--

"If you like our music, God bless you! If you don't like our music... God bless you, too"
~~ Janick Gers.

*Final Fantasy VII Fanfic - [link]

Details

January 2
19.6 KB

Statistics

26
0
78 (1 today)
3 (0 today)

Site Map